Tęczowy most

Odeszli nasi przyjaciele, ale my nigdy ich nie zapomnimy.
Teraz są w lepszym miejscu i są szczęśliwi.
Kiedyś znowu się spotkamy, po drugiej stronie Tęczowego Mostu…

  • IFRYT Muad’Dib z Peronówki (13.11.2006-20.01.2007)

    W 2006 roku, jak tylko została podjęta decyzja o wzięciu wilczaka, od razu uruchomiliśmy telefony i zaczęliśmy dzwonić do hodowli – tej, którą jako pierwszą mi polecono, kiedyś w sklepie dla zwierząt. Tej, którą już tyle lat obserwowałam. Oczywiście zrobiliśmy dokładnie odwrotnie niż wszyscy hodowcy i zaczęliśmy od psa. Najpierw miał być szczeniak z innego miotu, ale jak zobaczyliśmy Gejsę, to od razu zdecydowaliśmy się na zmianę planów. Naszym pierwszym wilczakiem miał zostać czeski piesek IFRYT MUAD’DIB (Gejsa z Vlci chaloupky x Dat Sedy chlup). Byliśmy tacy szczęśliwi mogąc śledzić jego rozwój. Dzięki Margo i Przemkowi, patrzyliśmy jak rośnie, jak staje się prawdziwym małym wilczkiem. Przygotowaliśmy mieszkanie, nakupowaliśmy zabawek. Mieliśmy wielkie plany na przyszłość. Nie mogliśmy się już doczekać, kiedy wreszcie będzie z nami. Niestety życie potrafi być czasami okrutne. Nie wiedzieliśmy, że dane nam będzie być z nim tylko 6 dni…
    Ifryta zabrała nam ciężka choroba…
    Myśleliśmy, że wyjdzie z tego, ale najwyraźniej dwumiesięczny maluszek nie miał dość siły, żeby przeciwstawić się temu, co go spotkało. Nie mieliśmy nawet czasu, żeby lepiej go poznać. Był najpiękniejszym i najinteligentniejszym szczeniakiem jakiego znałam. I te oczy – najpiękniejsze na świecie i patrzące z taką ufnością. Czuję się jakbyśmy stracili coś więcej – nie tylko psa. Ifryt pozostanie już na zawsze w naszych sercach i żaden inny pies nigdy go nie zastąpi. Dzięki niemu pokochaliśmy tą rasę jeszcze bardziej – jeśli jest to w ogóle możliwe. Swoją krótką obecnością w naszym życiu, umocnił nas w postanowieniu, dzielenia się każdym dniem z watahą wilczaków.
  • SIRRAH of Zirrael (21.09.2007-18.02.2009)

    Kiedyś zawsze miałam w domu dużo gryzoni – w stadzie zawsze był przynajmniej jeden szczur. To niesamowicie inteligentne stworzenia, wymagające równie dużo uwagi co pies. Może właśnie dlatego mam do nich taką słabość. Jednak po przeprowadzce do nowego mieszkania i przedwczesnej śmierci mojej szczurzycy, postanowiłam, że już nie będę mieć ogonków. Ale tak się zawsze mówi, a potem nagle pojawia się w domu nowa puszysta kulka. U mnie pojawiły się dwie, a w zasadzie dwóch. Ray jest starszy, ale nie oznacza to, że jest poważniejszy. Sirrah z kolei jest duuuuży i miśkowaty, ale bynajmniej nie powolny. Obaj są zupełnie różni, ale świetnie się dogadują.
    Sirrah to szczur z ADHD – jest jak wilczak. Biega z ogonem w górze i ciągle kombinuje – pierwszy zaczął otwierać klatkę i chodzić na spacery. Działa jako niszczarka do różnych rzeczy. Jest trochę bardziej nieufny, ale jak już się do kogoś przekona to zasypia mu na rekach. Dłużej myśli zanim coś zrobi, ale za to przy większej ilości sytuacji knuje. Kocha psa, nie przepada za kotem. Lubi latać na duże odległości.
    18 lutego 2009 roku w wyniku wypadku odszedł od nas Sirrah pozostawiając Ray’a samego. Nie psy, nie koty, ale ciągła chęć do kombinowania sprowadziły na niego nieszczęście. Mam nadzieję, że tam gdzie teraz jest – jest szczęśliwy…
  • RAY Karat (12.08.2007-06.11.2009)

    Ray to miziak jakich mało, zazdrośnik i leniuch. Włazi wszędzie – wysoko, nisko, ciemno, jasno, pod kotem, nad psem… etc. Zanim ktokolwiek cokolwiek przemyśli, Ray już dawno to zrobi – przykład: ucieczka ze stołka. Zanim ktokolwiek zdążył coś zauważyć, Ray zrobił już susa i ganiał po kanapie. Jak tylko wychodzi na spacer urządza sobie galopady z podskokami i przewrotami oraz poluje na kota i boksuje się z Jabberem (dodatkowo ciągnie go za uszy i ogon). Ogólnie niczego się nie boi i wszędzie jest pierwszy. Ciężko go utrzymać na długo w jednym miejscu.
    Ray odszedł dużo później niż Sirrah – w wieku, który dla szczura jest już starością… Mam nadzieję, że się spotkali.
  • SABAT (11.1998-21.01.2011)

    Mojego najlepszego przyjaciela kupiłam na Stadionie za przysłowiową flaszkę…. Pojechałam po płytę, no i jakoś tak wyszło, że wróciłam z psem. Rodzice nie byli zachwyceni, bo mieliśmy już jednego psa, ale w końcu pogodzili się, że “szczurek” zostaje. Sab urodził się w listopadzie 1998 roku. Jest ogólnie nie rasowy, ale każdy próbuje ustalić mu jakichś przodków, najczęściej jest to wilczarz i owczarek niemiecki, chociaż trafiały się też wyżły i teriery! Jest to pies, który potrzebuje dużo uwagi. Musi we wszystkim uczestniczyć. Jeśli jesteśmy czymś zajęci, w ramach buntu znosi wszystkie swoje zabawki i upycha nam za plecy, pod nogi, etc. Już nie raz kończyłam na ziemi wstając z fotela i potykając się o “stertę”. Za młodu uwielbiał spacery “konne” i “rowerowe”, tzn. ja na koniu/rowerze, a on szalał po lesie. Ale numerem jeden było chodzenie po drzewach oraz moczenie się godzinami w wodzie to chyba jego ulubione zajęcia. Pływał na kajaku, za kajakiem, w łódce, na rowerze wodnym, na dętce i w kapoku. Musi to naprawdę lubić. Z kotem (Kacprem) są nierozłączni. To najukochańszy pies świata i wiem, że poszedłby za mną w ogień – ja za nim też.
    Sabat odszedł od nas po ciężkiej chorobie. Przeszedł operację usunięcia guza śledziony i była nadzieja… Jednak pomogło to tylko na krótki czas.
    Teraz pozostaje nam tylko wspominać naszego najlepszego przyjaciela. Nie wiem czy kiedyś ta rana się zagoi…
  • KACPER (07.1999-21.04.2011)

    Urodził się w lipcu 2001 roku. Matka była rudym persem, a ojciec wędrowcem z okolicy. Jest tak samo zabawowy jak psy i pewnie dlatego tak świetnie się rozumieją.
    Ogólnie jest to normalny kot, który chodzi na spacery razem z psami, bawi się patykami, skacze na gości, szczeka…… zagalopowałam się. Jeszcze nie szczeka, ale jest na dobrej drodze. Zawiadomię was jak zacznie. Jest wyjątkowy pod względem charakteru: nie obraża się, nie patrzy na mnie z wyższością, nie drapie i nie gryzie. Większość czasu spędza na porannych, południowych, popołudniowych i wieczornych drzemkach. Dopiero w nocy się ożywia. Kocha ganiać się z psami i – o zgrozo – uczy je, gdzie da się wejść – blaty, parapety i szafki. Żyje w dobrej komitywie nie tylko z psami, ale i ze szczurami. Jego ulubiona pora roku to jesień. Uwielbia polować na spadające z drzew liście. Jest też filozofem i potrafi spędzić pół dnia gapiąc się na niewidzialne “coś” na ścianie. To taki prawie-typowy przedstawiciel kociej nacji.
    Jego nagłe odejście zaskoczyło nas. Nigdy nie będzie drugiego takiego kota, pomimo tego, że teraz na każdego , którego widzę mówię Kacper…
  • DACARO (04.2008-26.05.2011)

    Dacaro to nasz mały czarny demon zła. Tego żółtookiego wampira przywiozłam z dalekiego Śląska wracając ze Słowacji. Dac urodził się w piwnicy, stamtąd trafił do fundacji “Szara Przystań” i został odchowany na dorodnego kocurka. Trafiłam na niego w internecie i od razu się zakochałam. Jak widać byliśmy sobie przeznaczeni. Jaki jest? Szalony – cały dzień tylko biega i knuje, co tu jeszcze zmalować. Wspina się po zasłonach, wskakuje na meble i próbuje chodzić po ścianach – istny diabeł. Ale pomimo dużego pierwiastka zła, jest też super miziasty – do granic wytrzymałości. Uwielbia z nami przebywać i bierze udział w każdym wydarzeniu w domu. Już drugiego dnia przybiegał na swoje nowe imię. Jest odważny jak lew – po paru godzinach w nowym domu zwiedzał okolicę, pomimo obecności trzech psów i kota. Bardzo szybko zaprzyjaźnił się z Kacprem i urządzają sobie razem zapasy i biegi przełajowe – niestety najczęściej w nocy. Po tygodniu zaczął zabawę w berka z Jabberem. Jego drugie imię to Klakson – gęba mu się dosłownie nie zamyka. Od przeprowadzki na wieś ciągle eksploruje okolicę – w domu się nudził. Chodzi ze mną na dłuuuugie spacery i uczy się sztuczek – na razie podaj łapę i siad, ale jesteśmy na dobrej drodze, bo Dakson tylko by jadł i jadł…
    Dacaro odszedł od nas równie szybko jak Kacper. Cały czas nie mogę się pogodzić, że już go nie ma, że więcej nie pójdzie ze mną na spacer ani nie pojedzie na gapę do sklepu… Takie koty jak on to skarb, niestety za szybko odchodzą…